Korpiklaani - Jylhä (recenzja albumu)

Korpiklaani - Jylhä (recenzja albumu)

Korpiklaani


Początków Korpiklaani doszukiwać się można już w 1993 roku, kiedy to z inicjatywy Jonnego Järvelä i Maaren Aikio powstał zespół Shamaani Duo, wykonujący muzykę folkową z elementami ambientu. Teksty utworów były śpiewane w języku saami. 
Zespół ten stanął u podstaw kolejnego projektu Jonnego Järvelä - założonego w 1997 roku Shaman. Wówczas po raz pierwszy do muzyki grupy dodane zostały elementy rocka i heavy metalu. 
Po paru latach, w 2003 roku, z dorobku poprzednich dwóch, narodził się zespół Korpiklaani (z fiń. Leśny Klan) - fińska grupa folk metalowa powstała w Lahti. Jonne zrezygnował ze śpiewania w języku lapońskim na rzecz angielskiego i suomi. Odszedł też od impulsywnego folk metalu - pragnął stworzyć muzykę inspirowaną tradycyjną fińską ludowością, nie rezygnując przy tym z agresywniejszych elementów. Już od pierwszego albumu Spirit of the Forest utwory zespołu łączą folk, metal oraz humppę i wykonywane są przy akompaniamencie instrumentów takich jak flet, akordeon, skrzypce, dudy estońskie, a nawet jouhikantele. Jonne Järvelä mówi, że Korpiklaani postrzegane jest Finlandii jako muzyka starych ludzi z heavy metalowymi gitarami.

Obecny skład zespołu:
  • Jonne Järvelä – wokal, gitara (od 1993)
  • Kalle "Cane" Savijärvi – gitara (od 2003)
  • Jarkko Aaltonen – bas (od 2005)
  • Tuomas Rounakari – skrzypce (od 2012)
  • Sami Perttula – akordeon (od 2013)
  • Samuli Mikkonen – perkusja (od 2019)

Korpiklaani - Jylhä


5. lutego 2021 roku, jako 11. album grupy, nakładem wytwórni Nuclear Blast Records, ukazał się Jylhä (z fiń. Majestatyczny w kontekście przyrody). Poprzedzony został czterema singlami: Niemi, Sanaton maa, Mylly oraz Leväluhta, które zostały przyjęte naprawdę ciepło. Ponadto ukazało się pięć teledysków stanowiących dopełnienie utworów NiemiLeväluhtaMylly, Sanaton maa i Tuuleton.

Korpiklaani - Jylhä (recenzja albumu)
Tracklista:
1. Verikoira 
2. Niemi 
3. Leväluhta 
4. Mylly 
5. Tuuleton 
6. Sanaton Maa 
7. Kiuru 
8. Miero 
9. Pohja 
10. Huolettomat 
11. Anolan Aukeat 
12. Pidot 
13. Juuret

Album otwiera surowym brzmieniem bębnów Verikoira. Dźwięki stopniowo narastają, wprowadzając słuchacza w klimat Jylhäi. Charakterystyczny chropowaty głos Jonnego, etniczne brzmienie nietypowych dla gatunku instrumentów kreują specyficzny dla muzyki zespołu charakter. Ponadto na płycie znajdziemy żwawe, pełne energii, przyjemne dla ucha riffy, które kojarzyć można z poprzednich albumów zespołu, a na których niedosyt w Kulkiji narzekano. Jonne Järvelä wypowiedział się o Jylhäi następująco:
Jylhä nie jest zwykłą, ciężką heavy metalową płytą. To nasz, jak dotąd, najbardziej zróżnicowany album. Niektóre z piosenek inspirowane są energetycznym punk rockiem, a w niektórych usłyszycie luźne rytmy kojarzące się z reggae.
A więc metal, folk, punk rock, a nawet reggae. Połączenie tych elementów, które na pierwszy rzut oka mogą się wydawać iście sprzecznymi, zespołowi wyszło naprawdę ciekawie i - przede wszystkim - spójnie. Słuchając albumu, prowadzeni jesteśmy przez pewną historię, która momentami wprowadza radosny nastrój, by w następnym utworze złapać słuchacza za serce czy wprowadzić w nostalgię. Nie brak tu dobrego materiału na festiwalową zabawę, która bezpośrednio kojarzy się zainteresowanym z twórczością zespołu, ale nie zabrakło również miejsca na melancholię, a wszystko - od pierwszego aż do ostatniego dźwięku albumu - podąża w jednym, starannie obranym kierunku. Ponadto zespół poradził sobie z problemem, który ciągnął się za nim od Spirit of the Forest przez blisko 12 lat aż do Noity, a więc z monotonnością w warstwie dźwiękowej, przez którą płyty dla słuchacza nie posługującego się językiem fińskim lubiły zbijać się w jedną folkowo-metalową masę.

Podsumowując, Jylhä jest świeżym, niezwykle klimatycznym i dopracowanym albumem, który łącząc w sobie elementy różnych gatunków, nie zatracił charakterystycznego dla zespołu brzmienia. Mimo, że wszystkie wokale wykonane zostały w języku fińskim, a więc całkowicie niezrozumiałym dla dużej części zainteresowanych, a dźwięki chociażby akordeonu mogą nie wydawać się szczególnie zachęcającymi, uważam, że album ten jest naprawdę wartym uwagi. Jeśli jest to wasze pierwsze spotkanie z twórczością Korpiklaani lub macie pewne obiekcje wobec niej, sugeruję podejść do słuchanie z pewną dozą dystansu, luzu i po prostu cieszyć się muzyką.

SŁUCHAJ W YOUTUBE | SŁUCHAJ W SPOTIFY

Jula de Baden-Durlach

Wszystkie brakujące linki zostaną uzupełnione w momencie, gdy opublikowane zostaną oficjalne playlisty.

Czytaj dalej »

Wpływ miast na nocne niebo - zanieczyszczenie świetlne (light pollution)

Wpływ miast na nocne niebo - zanieczyszczenie świetlne (light pollution)

Wczesną wiosną zeszłego roku, gdy dni były jeszcze krótkie, ciesząc się nowopowstałymi pąkami liści i ciepłym, popołudniowym powietrzem, postanowiliśmy rozpalić ognisko. Nie minęły dwie godziny, jak zdążyło się całkowicie ściemnić, a niebo pokryły hordy migających gwiazd. Już lekko zmęczona, wpatrując się w ten niepojęty ogrom Wszechświata, przyszła do mnie pewna myśl. Jak to jest, że w niektórych miejscach widzimy więcej, a w innych mniej gwiazd, niezależnie od zachmurzenia? Spojrzałam na górę leżącą na przeciwko tej, na której mieszkamy, a następnie na inne wzniesienia. Godzina była jeszcze dosyć wczesna, toteż w domach paliły się światła, podobnie jak latarnie uliczne. Spojrzałam na miasto nieopodal, które leży w kotlinie za górą, a następnie w drugą stronę na blisko piętnaście razy mniejsze miasteczko. Mimo, że nie byłam w stanie dostrzec nawet zarysów tych miejscowości, na niebie unosiła się charakterystyczna pomarańczowa łuna, jasna poświata.

Wpływ miast na nocne niebo - zanieczyszczenie świetlne (light pollution)

Mapa ilości gwiazd widocznych okiem nieuzbrojonym. (Autorzy: P. Cinzano, F. Falchi, C. D. Elvidge; © Royal Astronomical Society)

Od około połowy ubiegłego wieku ilość sztucznego oświetlenia zewnętrznego wzrasta w zatrważającej wręcz prędkości. Niestety zdecydowana większość takowych instalacji nie jest prawidłowo zaprojektowana, w czego wyniku duża część emitowanego oświetlenia jest marnowana i rozpraszając się w atmosferze, powoduje wzrost jasności nocnego nieba. Wynikiem tego jest zjawisko nazywane zanieczyszczeniem świetlnym (light pollution). Być może nazwa ta wydaje się być nielogiczna, bo przecież jakim sposobem można coś zanieczyścić światłem. A jednak. Zjawisko to mimo, że wspominane stosunkowo rzadko, niesie za sobą wiele negatywnych skutków.

  • BEZPIECZEŃSTWO.
    Lampy, które świecą nam prosto w oczy powodują zjawisko olśniewania. Skutkuje ono trudnością w dostosowaniu się oka do panującej jasności bądź ciemności, chwilowym oślepieniem. Prowadzi to do problemu związanego z niedostrzeganiem elementów znajdujących się poza zasięgiem obiektu oświetlającego. Zjawisko to oddziałuje negatywnie przede wszystkim na zwierzęta wędrujące nocą. Zgodnie z szacunkami jest przyczyną śmierci milionów ptaków rocznie, które giną oślepione wpadając na wysokie budynki lub inne budowle zlokalizowane blisko silnych źródeł światła. Zjawisko olśnienia jest znane również wielu kierowcom. Wjeżdżając z nieoświetlonej ulicy w drogę przy której stoją źle zaprojektowane słupy oświetleniowe lub inne silne instalacje oświetleniowe prowadzący może doświadczyć pogorszenia widzenia. Dotyczy to również sytuacji gdy z naprzeciwka nadjeżdża pojazd jadący z włączonymi tzw. długimi (drogowymi) światłami.

  • ZDROWIE.
    Nadmiar sztucznego światła w nocy zmienia nasz naturalny cykl dobowy. Ponadto może przejawiać się jako: częstsze bole głowy, zmęczenie, stres, odczucie niepokoju, bezsenność. Wyniki badań medycznych wskazują, że nocne sztuczne oświetlenie może być czynnikiem powodującym niektóre typy nowotworów, poprzez zmniejszanie ilości wytwarzanego nocą hormonu melatoniny. Wiele osób mieszkających w centrach miast, zmuszone jest zasłaniać rolety w oknach na noc. Nie należy jednak zapominać, że problem zaświecenia dotyczy również zwierząt i jeszcze szczególnie uciążliwe tym, które prowadzą nocny tryb życia.

  • EKOLOGIA.
    Brak ciemności w nocy ma negatywny wpływ na faunę i florę. Oświetlenie u roślin jest sygnałem aktywującym kwitnienie, natomiast u zwierząt reguluje aspekty takie jak czynności fizjologiczne, orientację w przestrzeni, relacje z innymi osobnikami, zdobywanie pożywienia czy ich psychologię.

  • EKONOMIA.
    Złe oświetlenie oznacza marnotrawstwo prądu elektrycznego. Światło, które nie świeci tam gdzie trzeba, kiedy trzeba i zbyt jasno, jest tak samo uciążliwe jak ciepło, które w zimie ucieka z mieszkań nieszczelnymi oknami, ogrzewając ulice i parki. Powoduje dodatkowe zanieczyszczenie atmosfery - energia elektryczna marnowana na zbędne oświetlenie również musi być wytworzona przez elektrownie. To oznacza większą emisję zanieczyszczeń, ponieważ obecnie większość energii wytwarzana jest przez elektrownie pracujące na paliwach kopalnych. Ponadto jest to marnotrawstwem pieniędzy.

  • ASTRONOMIA.
    Być może jeden z bardziej błahych skutków dla przeciętnego zjadacza chleba. Odkąd oświetlenie staje się coraz bardziej powszechne, obserwacje astronomiczne stają się coraz bardziej utrudnione, ponieważ jest do nich potrzebne idealnie wręcz jasne niebo. Przez to wiele starszych obserwatorium nie nadaje się do dalszego użytku.

  • ESTETYKA I KULTURA.
    Zanieczyszczenie światłem zdecydowanie zmienia charakter krajobrazu, zubożając go o bardzo ważną składową - o ciemne, rozgwieżdżone niebo. Nadmiar sztucznego światła spowodował, że obecnie dla bardzo wielu ludzi ciemne niebo ozdobione mnóstwem gwiazd jest na co dzień niedostępne. Ludzie żyjący pod sztucznie rozświetlonym nocnym niebem często nawet nie mają pojęcia o tym, jak naprawdę ono wygląda. Ich obraz nieba jest mocno zdegradowany. Należy również wspomnieć o aspekcie kulturalnym nocnego nieba, które przez wieki inspirowało niezliczoną liczbę artystów, poetów, filozofów, które stało niejako u podnóża wszelkich pierwotnych religii i wierzeń. Teraz, kiedy żyjemy w nieco innym świecie, wydaje się być to aspekt drugoplanowy, a nawet zbędny, jednak czy jesteśmy pewni, że nie jest on nam wciąż bliski i pogrzebny?

Wpływ miast na nocne niebo - zanieczyszczenie świetlne (light pollution)

Na obu zdjęciach widocznie zaznaczone są największe miasta Europy i Polski. (Źródło: NASA)

Aby nie przekłamać rzeczywistości, należy wspomnieć o tym, że nocne, nie zanieczyszczone światłem niebo nie jest całkowicie czarne. Jest to spowodowane poświatą atmosfery, czyli słabym świeceniem atmosfery ziemskiej powstające w jonosferze oraz rozpraszaniem w atmosferze ziemskiej światła pochodzącego od gwiazd, planet, Drogi Mlecznej i światła słonecznego odbitego na pyle międzyplanetarnym (światło zodiakalne). Są to aspekty całkowicie naturalne i - z oczywistych przyczyn - niekwalifikujące się jako zanieczyszczenie świetlne. Obszary, w których tylko te aspekty działają na oświetlenie nieba nazywane są obszarami CN-000. Mapę Polski z wyróżnionymi takimi miejscami można znaleźć tutaj.

Wpływ miast na nocne niebo - zanieczyszczenie świetlne (light pollution)

Różnica pomiędzy niebem ciemnym a zanieczyszczonym światłem. Pierwsze dwa zdjęcia wykonał Todd Carlson mieszkający około 50 km na północ od Toronto. Pierwsze pokazuje niebo w czasie trwania awarii sieci energetycznej, drugie po jej usunięciu. Łuna rozświetlająca niebo na drugim zdjęciu pochodzi od Toronto. Obszar objęty awarią zaznaczony jest na mapce kolorem czerwonym.
Zdjęcia po prawej pokazują konstelację Oriona. Pierwsze zostało wykonane w obszarze bardzo nisko zanieczyszczonym, drugie natomiast w średniej wielkości mieście (ok. 100 000 mieszkańców). Do "którego Oriona" jest bliżej w Waszym miejscu zamieszkania?

Na koniec warto zapytać jak zmniejszyć zanieczyszczenie światłem.
Bynajmniej rozwiązaniem nie jest pogrążenie całych wsi i miast w ciemnościach. Byłby to pomysł niedorzeczny. Na szczęście możliwy jest kompromis między tym, co naturalne, a tym, co w dzisiejszym świecie niezbędne. Przede wszystkim należy:
  • używać świateł o jasności nie większej niż to potrzebne oraz oświetlać teren równomiernie, aby uniknąć efektu olśnienia,
  • wyłączać lub zmniejszać natężenie światła, gdy to nie jest potrzebne,
  • stosować odpowiednie obudowy lamp, które skierują światło w dół bądź bezpośrednio na obszar, który należy oświetlić,
  • stosować odpowiednie typy lamp (przy oświetleniu zewnętrznym najlepiej sprawdziłyby się sodowe).
Wydawać się może, że to wciąż za mało, jednak jakiekolwiek działanie warto zacząć od własnego podwórka. Warto popularyzować wiedzę związaną z zanieczyszczeniem świetlnym i działać na tyle, na ile pozwalają nam możliwości.

Pozdrawiam serdecznie,

Jula de Baden-Durlach
 
Czytaj dalej »

"Mitologia słowiańska" J. Bobrowski, M. Wrona

"Mitologia słowiańska" J. Bobrowski, M. Wrona

Mówią, że zachodnie społeczeństwo zbudowane zostało na wzorcach łacińskich. Trudno temu zaprzeczyć, jest to fakt, którego słuszność - czy nam się to podoba, czy nie - przyznać musimy. Dlatego zupełnie nie powinniśmy dziwić się, że w szkołach poznajemy kulturę grecką, rzymską, a nawet egipską. Nie jestem jednak w stanie zrozumieć, dlaczego nasza rodzima baza zostaje prawie całkowicie pominięta na drodze edukacji. Oczywiście wpływ miała na to chociażby niepiśmienność Słowian, której skutkiem jest to, że przy praktycznie każdym podaniu winniśmy postawić znak zapytania czy fakt, że wykopaliska archeologiczne, które potrafią nam pokazać wiele, nie opowiedzą nam historii o bogach i herosach, które prawione były przy ogniskach przeszło tysiąc lat temu... Nie zmienia to jednak prawdy, że ludowości, dawnych zwyczajów, przesądów nie udało się całkowicie wyplenić. Zostały one na naszych ziemiach niczym chwast, który wyrywany, odrasta, jednak nie jest już tą samą rośliną. Niech pierwszy rzuci kamieniem ten, który nigdy nie słyszał o przynoszeniu dzieci przez bociany, o Babie Jadze, o Bobie czy o Lichu, które nigdy nie śpi. Mniemam, że żaden kamień nie poleciał, jednak mniemam również, że zdecydowana większość nie zna opowieści, która stoi za tymi rzucanymi na wiatr wyrażeniami. A obiecuję, że warto je poznać.

W dzisiejszym poście chciałabym przedstawić książę Mitologia Słowiańska autorstwa Jakuba Bobrowskiego i Mateusza Wrony, która w przystępny sposób opowiada o religii Słowian oraz która stanowi świetną pozycję, która niejako wprowadza i przekazuje to co kluczowe, najważniejsze. Mój wybór padł właśnie na nią, ponieważ jest szczególnie łatwo dostępna. Można ją znaleźć stacjonarnie w wielu księgarniach, salonach EMPIK czy nawet w średnio zaopatrzonych bibliotekach publicznych.

Książka podzielona została na trzy części: Bogowie, Biesy (Demony), Junacy (Herosi). Każda z nich zawiera po kilka mitów, opowiadań, które traktują na dany temat. Wydanie ponadto zawiera Słowniczek trudniejszych wyrazów i nazw własnych, w którym oprócz licznych apokryfów, znajdziemy krótkie wytłumaczenia pojęć związanych z obrzędowością Słowian oraz Bibliografię, która, bardziej niż bibliografią (mam przynajmniej taką nadzieję...), jest zbiorem naukowych oraz popularnonaukowych opracowań, równie wartych przeczytania.

"Mitologia słowiańska" J. Bobrowski, M. Wrona

Jak już wspomniałam, całość wydana jest w formie kilkunastu krótkich opowiadań, napisanych stylizowanym na archaiczny językiem. Forma ta jest przyjemna, przejrzysta, a zarazem klimatyczna. Całość rozpoczyna się mitem o stworzeniu świata, później następują te o stworzeniu niebios, powstaniu bogów ziemi, człowieka. Część kończy się opowieścią o krainie umarłych. W następnej części znajdują się opowiadania o biesach, które zostały podzielone wedle żywiołów, które reprezentują - na ziemskie, wodne, powietrzne i leśne. W ostatniej części przeczytamy opowieści o Samonie i Niklocie - wielkich zachodniosłowiańskich wodzach. 

Jednym z zarzutów, który został postawiony przed autorami książki, a o którym warto wspomnieć jest ich nieco wybujała fantazja, z pomocą której pouzupełniali brakujące wiadomości oraz ubarwili całość nie do końca kanonicznymi elementami. W efekcie tego zabiegu, to, co z wiarą Słowian związane przeplata się z fantastyką przybraną w folkowe ubranie. W zasadzie to nie byłoby to nic bardzo oburzającego, gdyby nie fragment już we wstępie, który mówi o tym, że książka oparta jest ściśle na pozycjach naukowych.

Po przeczytaniu książki warto zadać sobie pytanie: czy właśnie w to wierzyli moi przodkowie?
Odpowiedź brzmi nie. Słowianie to obszerna grupa etniczna. W najprostszym rozrachunku dzieli się ich na Zachodnich, Wschodnich i Południowych. Ci natomiast dzielą się na liczne podgrupy, plemiona. Każde plemię nieco różniło się od pozostałych - również w wierzeniach. Religia Słowian nigdy nie była dogmatyczna i bardziej niż narodowa, była plemienna. Oznacza to mniej więcej tyle, że nie sposób jest zebrać wszystkie te wierzenia i wyciągnąć z nich złoty środek, co próbowali uczynić autorzy książki. Niektóre wspominane w wydaniu postacie nigdy nie były znane na obszarze zamieszkiwanym przed czytelnika i odwrotnie - były tam znane kreacje, o których nie wspomniano. Właśnie - tematy o których nie wspomniano, choć powinno. Jest ich całkiem sporo. Książka, mimo, że całkiem gruba, liczy zaledwie 142 strony. Gramatura kartek jest bardzo wysoka. Nie znajdziemy tu wielu popularnych bóstw takich jak Jarowit, Marzanna, Dziewanna czy Łada, a wiele z tych przedstawionych zostało spłaszczone, przedstawione wręcz karykaturalnie. 

Mimo to, wydaje mi się, że jest to książka dobra na sam początek, dedykowana dla osób, które dopiero zaczynają swoją przygodę z tym tematem bądź tych, którzy szukają ciekawej, przystępnej formy, a którzy mają chęć zapoznania się z naszą własną mitologią. Można potraktować ją jako bazę do rozszerzania swojej wiedzy wedle zasady od ogółu do szczegółu. Nie poleciłabym jej raczej osobie, która zna temat nieco lepiej, choć prawdopodobnie pozycja ta jest już za nią. 

Jula de Baden-Durlach

Czytaj dalej »

Caspar David Friedrich - biografia, sztuka i motywy

Caspar David Friedrich (Za siedmioma borami)
Wędrowiec nad morzem mgły (1818)

Caspar David Friedrich (Za siedmioma borami)
Portret Friedricha pędzla Gerharda von Kügelgen

Caspar David Friedrich (1774-1840)


- niemiecki malarz, artysta.
Urodził się w Greifswaldzie, nadbałtyckim mieście nieopodal Rugii, jako szóste z dziewięciorga dzieci Friedrichów. Był nieśmiałym i małomównym dzieckiem, pogrążonym w swoich myślach i rozważaniach. Przeżył rodzinną tragedię. Gdy miał siedem lat, zmarła jego matka. Sześć lat później życie oddał jego brat, ratując Caspara przed utonięciem podczas wypadku na łyżwach. Został surowo wychowany przez ojca, w duchu protestantyzmu. Wydarzenia te mocno wpłynęły na jego osobowość i postrzeganie przez niego świata. Zainteresował się tematyką śmierci, Boga, natury oraz związków pomiędzy nimi.
W 1790 Friedrich rozpoczął naukę pod okiem profesora Akademii Sztuk Pięknych, Johanna Gotfrieda Quistorpa. Zajmował się głównie kopiowaniem obrazów, widoków z jego kolekcji oraz wykonywaniem scenek rodzajowych. Poznał poetę i teologa Ludwiga Kosegartena, którego nauki znacznie wpłynęły na kształtowanie się światopoglądu Caspara. W 1794, za namową Quistorpa, wstąpił do kopenhaskiej Akademii Sztuk Pięknych. Następnie studiował sztukę w Dreźnie.
W 1781 roku odbył podróż na Rugię, gdzie zainspirowany krajobrazem wyspy, znacznie rozwinął swój styl. Latem 1802 wrócił do Drezna. Tam, dzięki obrazom namalowanym sepią, zyskał uznanie miłośników i kolekcjonerów sztuki. Znalazł mecenasów w Saksonii oraz poznał wiele istotnych w tamtym czasie osobistości związanych z kulturą, sztuką i teologią. Dzięki tym znajomościom malarz pogłębił swoje mistyczno-religijne fascynacje.
W 1808 klasycystyczny krytyk F. W. B. von Ramdohr zarzucił Friedrichowi arogancję w tworzeniu sztuki. Po obejrzeniu obrazu Krzyż w górach twierdził, że taki sposób przedstawienia natury nie może być symboliczny ani alegoryczny. Kilku przyjaciół artysty wstawiło się za nim, odpierając argumenty krytyka. Cały spór doprowadził do wzrostu sławy Caspara, który zaczął gościć jeszcze więcej kolekcjonerów sztuki w swojej pracowni.
W styczniu 1818 roku ożenił się z 25-letnią Christianą Caroliną Bommer. Z listów przez nią pisanych wynika, że była osobą o radosnym usposobieniu, pełną życia, zawsze gotową do niesienia pomocy. Te cechy mocno kontrastowały z charakterem Friedricha, który często pogrążony był w mrocznych rozważaniach. Artysta pisał:

Dużo się zmieniło odkąd ja przekształciło się w my. Mój stary, skromny dom zmienił się nie do poznania i tak się cieszę, że wszędzie jest tak czysto i przyjemnie.

Wkrótce urodziła się trójka dzieci pary.
Przed bożym narodzeniem 1820 prace artysty oglądał przyszły car Rosji Mikołaj I Romanow. Następnego roku wysłał do Niemiec rosyjskiego poetę, Wasilija Żukowskiego, by kupił kilka obrazów pejzażysty.
Niedługo później artysta stracił na popularności. Jego obrazy cieszyły się coraz mniejszym zainteresowaniem. Był krytykowany, gdyż jego pejzaże stawały się coraz bardziej staromodne w odczuciu znawców sztuki. W 1824 zmarł kierujący szkołą malarstwa pejzażowego w Dreźnie, Johann Christian Klengel. Wielu spodziewało się, że jako były uczeń i członek Akademii zastąpi go Friedrich. Jednak nie otrzymał nominacji. Jako oficjalny powód podano, że podchodził do sztuki kierując się wewnętrzną potęgą swego geniuszu, a nie ustalonymi przez Akademię wzorcami. Prawdziwym powodem decyzji były jego zbyt liberalne poglądy polityczne, które zostały uznane za nieodpowiednie w czasie przywracania władzy królewskiej. To wydarzenie miało duży wpływ na pogłębiający się pesymizm artysty.
Od 1824 stan zdrowia malarza zaczął się pogarszać. Jego częste napady wściekłości i szorstkie obejście utrudniały jego współżycie z ludźmi. Był zniechęcony i prawie wcale nie pracował, przez co jego rodzina znalazła się w trudnej sytuacji finansowej. Jego obrazy znajdowały już tylko nielicznych nabywców z Saksonii i Rosji.
W 1835 roku Friedrich doznał udaru mózgu i paraliżu prawej strony ciała. Udał się na kurację do Teplitz, gdzie odzyskał zdrowie na tyle, by móc zająć się rysowaniem i malowaniem. Jednak w 1837 przeszedł kolejny udar, który zakończył się prawie całkowitym paraliżem i dalszym pogorszeniem stanu psychicznego. W 1839 nie był już w stanie pracować. Wasilij Żukowski odwiedził go po raz ostatni w 1840. Pisał o artyście: 
Smutny wyniszczony człowiek. Płacze jak dziecko.


 Malarz zmarł 7 maja 1840 w Dreźnie.

Caspar David Friedrich (Za siedmioma borami)
Krzyż w Górach (1808)
Rama zaprojektowana przez Friedricha, wykonana przez Christiana Gottlieba Kühna.

Obraz ten jest przejawem buntu artysty przeciw dotychczasowym trendom malarstwa religijnego. Samotny krzyż stojący na szczycie góry, oświetlany od tyłu przez zachodzące słońce symbolizuje stałość w wierze. Natomiast jodły, wiecznie zielone drzewa są znakiem nadziei. Praca ta była krytykowana przez klasyków, którzy przypisywali jej zachłyśnięcie się mistycyzmem.

Muszę całkowicie oddać się otaczającej mnie przyrodzie. […] Potrzebuję przyrody, by porozumiewać się dzięki niej z Bogiem.

Artysta początkowo tworzył topograficzne szkice ołówkiem lub sepią. Potem spod jego pędzla powstawały akwarele i rysunki. Jego pierwsze dzieła charakteryzowały się wiernym przestrzeganiem reguł akademickich. Przełomowym dla rozwoju jego sztuki okazał się być wyjazd na Rugię, gdzie rozwinął swój styl, zrywając z dotychczasowymi wzorcami. Od 1807 zaczął propagować malarstwo olejne. W ciągu ostatnich lat życia eksperymentował, stosując nowe techniki. Malował akwarelą i temperą na przezroczystym arkuszu papieru, umieszczając źródło światła za nimi. Prezentował swoje prace w ciemnościach, oświetlając je po kolei przy akompaniamencie odpowiednio dobranej muzyki.

Caspar David Friedrich (Za siedmioma borami)
Skały kredowe na Rugii (1818)
Skały kredowe na Rugii jest to obraz namalowany na podstawie szkiców, które artysta wykonał przebywając na Rugii. Miejsce, które przedstawia praca nigdy nie zostało zidentyfikowane, najpewniej stanowi fuzję kilku, co pokazuje subiektywne podejście artysty do sztuki. Kobieta na pierwszym planie to prawdopodobnie Christiana Carolina, żona artysty. Dwie pozostałe postacie mogą być utożsamiane z Christianem, bratem Caspara oraz samym artystą. 

Praca przepełniona jest symbolikom. Bezkresne morze interpretowane być może jako nieskończoność wiary, a pływające po nim żaglówki jako dusze dążące do wieczności.  Kobieta po lewej stronie nie przypadkowo nosi czerwoną suknię. Czerwony jest symbolem miłości, sił witalnych, młodości i piękna. Prawdopodobnie została przyodziana w taki kolor, aby podkreślić miłość artysty do żony. Postać znajdująca się w centralnej części z dokładnością przygląda się źdźbłom trawy, doceniając dzieło stworzenia. Jej pochylona postura może również być interpretowana jako znak uniżenia przed Bogiem, ukazanie małości człowieka. Osoba po prawej, oparta o pień drzewa, wpatruje się w dal, w bezkres morza. Jest to znak nadziei, tęsknoty. Piękno całego krajobrazu stanowi manifestację boskiej wszechmocy.

Zamknij oczy ciała, abyś mógł zobaczyć obraz oczyma duszy [...] Zadaniem malarza nie jest tylko malowanie tego, co widzi przed sobą, ale również tego, co widzi w sobie samym. 

Jak można zauważyć już na podstawie tych dwóch obrazów, malowanie stało się dla Friedricha drogą kontaktu z Bogiem. Wiele z jego obrazów przesycone są bogatą i nieoczywistą symboliką religijną i metafizyczną. Motywami, które często pojawiały się w pracach artysty są ruiny, komplementujące, obrócone tyłem postacie, uschłe drzewa, cmentarze, zmierzch, świt, elementy gotyckie oraz wielkość natury. W wielu obrazach odnaleźć można symbole życia i śmierci, które postawione obok, zlewają się w spójną całość, stanowiąc alegorię istnienia. Przemijanie ukazane zostało jako ciągłość bycia, co symbolizują cykliczne zmiany zachodzące w przyrodzie, które stoją w opozycji do wiecznie zielonych jodeł. Praktycznie każdy obraz zawiera w sobie duchową naturę pejzażu, emanację Stwórcy w przyrodzie. Spłycając nieco temat, można powiedzieć, że malarz reprezentował panenteistyczne podejście do świata.

Caspar David Friedrich (Za siedmioma borami)
Cmentarz klasztorny w śniegu (1819)

Caspar David Friedrich (Za siedmioma borami)
Zimowy krajobraz z kościołem (1811)

Podczas interpretacji dzieła powyżej, warto zwrócić uwagę na opartego o skałę mężczyznę oraz kule, które zostały przed nim porzucone.

Friedrich nigdy nie odbył tradycyjnej, artystycznej podróży do Włoch. Przyroda Europy Północnej została do jego malarstwa wprowadzona świadomie, zgodnie z romantycznymi wzorcami. Malarstwo Caspara jest statyczne jedynie na pozór, gdyż niesie w sobie pełno ukrytych emocji, znaków i symboli. Przyroda, którą przedstawiał ulega sakralizacji, wypierając rolę człowieka na obrazie, który staje się jedynie dodatkiem, dopełnieniem.

Obecnie Caspar David Friedrich uważany jest za jednego z najwybitniejszych przedstawicieli romantyzmu i przedstawicieli niemieckich artystów w ogóle.

Jula de Baden-Durlach


Wszystkie prace zaprezentowane w poście pochodzą spod pędzla Caspara Davida Friedricha, chyba że zostały podpisane inaczej. 
Wszystkie przytoczone cytaty należą do Caspara Davida Friedricha, chyba że zostały podpisane inaczej. 

Czytaj dalej »

Sumy (nie)pospolite - rok 2020

Sumy (nie)pospolite - rok 2020 (Za Siedmioma Borami)


Dzień dobry, 
witam serdecznie 

po raz ostatni w tym roku. 

Pisanie klasycznych comiesięcznych ulubieńców niestety nie przetrwało próby czasu, jednak zakończenie okresu jakim jest rok, a już tym bardziej ten szalony rok, z pewnością zasługuje na gruntowne podsumowanie. Być może warto usiąść z kubkiem kawy czy herbaty i poddać refleksji ostatnie dwanaście miesięcy. Z pewnością były one... nietypowe. Mimo tego, że był to okres ciężki, wiążący się z wielkimi zmianami i wymagającymi poświęcenia ustępstwami, zawsze staram się patrzeć na pozytywne aspekty każdej sytuacji, którą przynosi los. Wydaje mi się, że takie znajdowanie jasnych stron w na pozór szarej codzienności na dłuższą metę może przynieść wiele korzyści. Z pewnością benefitem, jaki przychodzi natychmiastowo jest możliwość spojrzenia na te wydarzenia, które są wokół nas i na te, które dzieją się wewnątrz z dozą pewnego dystansu, z perspektywy.

Muszę przyznać, że nie jestem zwolenniczką sloganów pokroju nowy rok, nowa ja. Po prostu nie. W czymże pierwszy stycznia jest lepszy od innych dni na zmienienie czegoś w swoim życiu, na podsumowanie i zaczęcie nowego rozdziału? W niczym. Ale nie jest też w niczym gorszy. Wszystkie są tak samo białe i czyste, gotowe do zapisania. Mimo to, za każdym razem, gdy wybija sylwestrowa północ czuję się jakoś lżej. Tak, jakby wszelkie problemy roku poprzedniego po prostu zostały uwięzione za zamkniętymi drzwiami. To miłe uczucie. Szkoda, że drzwi te nie są wystarczająco szczelnie.

Osobiście z kończącym się już rokiem mam dziwną relację. Z jednej strony widzę przed oczyma te wszystkie wydarzenia, które nieprzerwanie uderzały z gwałtowną, obrzydliwą mocą, z drugiej jednak czuję łagodny powiew wiatru, który niczym zbawienie nadchodzi w upalny dzień. Wydaje mi się, że owym wiatrem jest namiastka spokoju. Spokoju, który zaczął odbudowywać się w wielu sercach po tym, jak rozpędzony do granic możliwości świat zmuszony został zwolnić.
Wiele się nauczyłam. Poznałam tematy, które już dawno winna byłam znać. Zastanowiłam się nad sprawami, które już dawno powinny zostać rozważone. Wydaje mi się, że zrobiłam pierwszy krok w przód po długim czasie, w którym biegałam wokoło bez celu czy woli.

Jednym z pozytywnych aspektów, które przyniósł 2020. jest mój powrót do blogowania. Po wielu miesiącach, po ponad roku marzenia, dany mi został czas i ambicje, których efektem stają się słowa, które właśnie piszę. Lubię pisać.

Statystyki są raczej skromne, ale myślę, że mniej-więcej satysfakcjonują mnie, choć liczę na to, że w przyszłym roku będę mogła pochwalić się lepszymi. Mam nadzieję, że są one wynikiem mojej nieumiejętności promowania się, a nie słabej jakości prezentowanych treści. ;)

Sumy (nie)pospolite - rok 2020 (Za Siedmioma Borami)

31 osób postanowiło zostać na dłużej i zaobserwować bloga, za co serdecznie dziękuję.

Najczęściej czytanymi wpisami w tym roku były:
Natomiast wpisami, z których ja jestem najbardziej zadowolona są:
Ponadto jestem niesłychanie dumna z motywu, który obecnie znajduje się na blogu, ponieważ został on wykonany w całości przeze mnie i na chwilę obecną jest szczytem moich umiejętności kodowania. Oczywiście motyw będzie stopniowo ulepszany. Już widzę elementy, które wymagają zmiany, poprawy, ale na chwilę obecną jestem zadowolona.

Z innych internetowych osiągnięć mogę pochwalić się zdobyciem 160 obserwatorów na jednym oraz 125 na drugim, aktualnym koncie na Instagramie. Niestety w połowie października został nadany mi permanentny ban uniemożliwiający promowanie zamieszczanych przeze mnie treści za rzekome reklamowanie produktów nikotynowych (które oczywiście nigdy nie miało miejsca). Odwoływanie się od decyzji nie przyniosło żadnych skutków. Z tej przyczyny zmuszona zostałam założyć nowe konto i niejako zacząć od początku.

Inną kategorią, którą warto podsumować, a która nierozerwalnie łączy się z moim ja i opowiada o tym, jak spędziłam ogrom czasu, czego się dowiedziałam i nauczyłam jest sztuka. W tym roku całkowicie zanurzyłam się w folklorze i wszystkim, co z nim związane. Cieszy mnie to, ponieważ temat ten, jak wiele innych, można porównać do bezdennej studni, z której wiedzę można czerpać wiadrami i przekładać na współczesną rzeczywistość, sztukę i popkulturę.
Poniżej znajduje się krótkie zestawienie książek, utworów muzycznych, dzieł kinematografii i artystów obrazów i ilustracji, które wyjątkowo mnie w tym roku urzekły oraz które stanowiły ważną jego część.

Przede wszystkim muszę powiedzieć, że uwielbiam muzykę, a rok ten, tak jak poprzedni pełen był poznawania nowych styli, nurtów i rodzajów. Parę lat temu moje serce skradł rock, a potem metal i nie ukrywam, że to właśnie w tych gatunkach czuję się najswobodniej. Dodatkowo końcem ubiegłego roku po raz pierwszy spotkałam się z folk metalem (za sprawą utworu Under Bergets Rot Fintroll), który pochłonął mnie całkowicie na kilka pierwszych miesięcy 2020. Później, szukając dalej trafiłam na podgatunki takie jak viking, pagan, symphonic czy melodic metal. Koniec końców dotarłam do celtyckiego folku, który zaprowadził mnie do rosyjskiej muzyki ludowej. 
Jednak gdybym miała wybrać jeden jedyny utwór, którym opisałabym 2020. rok, byłaby to fińska Ievan Polkka, która owe miejsce zajęłaby całkowicie bezkonkurencyjnie. Jako fun fact mogę powiedzieć, że piosenka ta zajęła 48 miejsce stu najlepszych singli w Niemczech w 2007 roku. Ci to się dobrze bawili...

Parę z towarzyszących mi w tym roku zespołów:

Sumy (nie)pospolite - rok 2020 (Za Siedmioma Borami)

Jeśli chodzi o książki, było słabo. Bardzo słabo. Wiele rozpoczęłam, aby porzucić je gdzieś w połowie i nigdy do nich nie powrócić. Myślę, że winnym temu stanu rzeczy był nawał nauki, brak czasu i najzwyklejsze w świecie przemęczenie. Kiedy już znajdowałam wolną chwilę, wolałam sięgnąć po łatwą rozrywkę w postaci filmu, muzyki czy zanurzyć się w kolejnym artykule, poruszającym interesujący mnie temat. Jedynymi książkami, których fabuła i styl wciągnęły mnie całkowicie, które przeczytałam z zapartym tchem były Hobbit, Saga o Wiedźminie (którą wiele razy zaczynałam i porzucałam z powodu braku czasu i ścigających mnie terminach bibliotecznych) oraz... Muminki (które w pełni zasługują na osobny w całości poświęcony im wpis).

Sumy (nie)pospolite - rok 2020 (Za Siedmioma Borami)

W temacie szeroko pojętej kinematografii mam równie mało do powiedzenia, co o przeczytanych przeze mnie książkach. Widziałam wiele, wiele, wiele filmów dokumentarnych oraz równie wiele produkcji w serwisie YouTube, które poruszały interesujące mnie tematy. Do filmów fabularnych nie miałam zbytniego szczęścia. Niestety dane mi było zobaczyć kilkanaście gniotów popkultury i amerykańskich filmów familijnych, o których nie warto wspominać, nie warto pamiętać. 
Z tych natomiast, które faktycznie przypadły mi do gustu, należy wspomnieć o Siedmiu Latach w Tybecie oraz Królu Wyjętym Spod Prawa. Obie te produkcje bazują na autentycznych wydarzeniach i postaciach: na pobycie w Tybecie alpinisty Henricha Harrera oraz historii Roberta Bruce'a, XIV-wiecznego króla Szkocji. 
W tym roku obejrzałam również serial Wikingowie, przed którym - z nieznanych mi przyczyn - wzbraniałam się naprawdę długo. Teraz mogę powiedzieć, że żałuję, ponieważ jest to produkcja godna uwagi, posiadająca interesującą fabułę oraz w miarę rzetelnie oddająca realia pogańskiej Skandynawii. Niestety muszę przyznać, że po śmierci - spojler - Ragnara i jej pomście, serial staje się nieco naciągany i nasuwa na myśl turecką telenowelę. Mimo tego, uważam, że jest to produkcja warta choć zapoznania się.

Sumy (nie)pospolite - rok 2020 (Za Siedmioma Borami)

I to już na tyle moich podsumowań. Pozostałe aspekty, które przeanalizowałam lub przeanalizuję w najbliższych dniach, pozostawię raczej dla siebie. Chciałabym jeszcze raz podziękować Wam za bycie tu ze mną. To wiele dla mnie znaczy. Koniecznie napiszcie w komentarzach jak będziecie wspominać 2020 rok. Jesteście zadowoleni ze sposobu, w jaki go spędziliście? Zrobiliście lub zamierzacie zrobić tego typu rozrachunek? Jeżeli tak i macie go na swoim blogu, możecie zostawić link w komentarzu. Na pewno wpadnę poczytać.
Życzę Wam dobrego Nowego Roku,
Jula de Baden-Durlach

Czytaj dalej »

(Nie)boże Narodzenie | 25 grudnia - Sol Invictus

Dzień dobry, 
witam serdecznie. 

Muszę przyznać, że do jeszcze nie tak dawna, prawdopodobnie do końca szkoły podstawowej, byłam całkowicie przekonana, że Jezus z Nazaretu urodził się 25. grudnia i nie stanowiło to dla mnie żadnego punktu dyskusji. Przecież sama nazwa celebracji "Boże Narodzenie" jasno wskazuje na słuszność owego stwierdzenia. Co więcej, gdy chodziłam do wyższych klas, a moja wiedza nieco wzbogaciła się, to uważałam za absolutnie niesamowite, że miało to miejsce w tak niezwykłą datę, jaką jest 25 grudnia. Dopisywałam do tego symbolikę, tworzyłam teorie... a gdy dowiedziałam się, że Jezus nie narodził się owego dnia, a co więcej - nie znamy dokładnej daty tego wydarzenia, moje przemyślenia wcale nie straciły na aktualności, a jedynie stanęły w innym świetle. 

Ale dzisiaj nie do końca o nich. Dzisiaj napiszę o tym, co faktycznie stoi za datą 25. grudnia. 

W poprzednim poście przybliżyłam jedną z teorii tego, kiedy narodził się Jezus z Nazaretu (warto zajrzeć również w sekcję komentarzy). Teorii, ponieważ jak już wspomniałam we wstępnie, nie posiadamy źródeł wskazujących konkretną datę. Prawdopodobnie wynika to z faktu, że Żydzi bardziej niż do urodzin, przykładali wagę do imienin, a same świętowanie urodzin uważali za zwyczaj pogański. Stąd też dla pierwszych chrześcijan było to nieistotne.

Przesilenie zimowe


Współcześnie przesilenie zimowe wypada na dzień 21. grudnia, jednak nie zawsze tak było. Data ta zmienia się co pewien okres czasu, a w starożytności przesilenie wypadało właśnie 25 grudnia. 

Był to czas istotny dla wielu plemion i kultur już w erze neolitycznej. Rzymianie obchodzili Saturnalia ku czci Saturna, w Persji czczono boga Mirę... Większość tych wyznań łączyło jedno - radosne, rodzinne, pełne optymizmu i nadziei świętowanie tego, iż Słońce naradza się na nowo (dzień stopniowo wydłuża się). Składano wówczas cześć bogom Słońca, było to święto solarne. Życzono sobie pomyślności, a dla wielu kultur data ta zamykała poprzedni i jednocześnie otwierała nowy rok.
W dzisiejszym poście szczególną uwagę zwrócę na Imperium Rzymskie i jego religie, ponieważ to właśnie ono jako polityczny i militarny gigant Europy oraz kolebka chrześcijaństwa odegrało kluczową rolę w kształtowaniu tego nowopowstałego wyznania, w tym niejako ustaliło dzień Bożego Narodzenia.

Mitraizm


Jednym z wielu wyznań Imperium Romanum, które okaże się istotne w naszych dalszych rozważaniach jest mitraizm. Był to kult solarnego bóstwa Mitry, którego początki sięgają do mitologii indoirańskiej. Później, gdy religią państwową Persji stał się zaratusztrianizm, jego kult umocnił się, ponieważ uznawany był za jednego z jazatów. Następnie, gdy podboje Rzymu sięgnęły Azji Przedniej, powstał mitraizm, który stanowił połączenie zaratusztrianizmu i wierzeń hellenistycznych

W religii tej Mitra stał się głównym przedmiotem kultu. Wierzenie rozprzestrzeniło się na całe Imperium i w przeciwieństwie do chrześcijan, jego wyznawcy nigdy nie doświadczyli prześladowań. Co więcej, cesarz Aurelian wyniósł mitraizm do rangi religii państwowej. Mitra jako bóstwo solarne odbierał cześć w niedzielę, a 25. grudnia miały miejsce jego urodziny.

Mitraizm powszechnie uznawany był za jednego z głównych rywali chrześcijaństwa w czasach Cesarstwa Rzymskiego; wraz z kultem Sol Invictus dostarczył chrześcijaństwu symboli i praktyk, które pozostały do dzisiaj. Z powodu obrzędu podobnego do chrztu oraz wspólnego posiłku wtajemniczonych, przypominającego chrześcijańską Eucharystię, część wczesnych chrześcijan widziała w mitraizmie zagrożenie. 
- Chas S. Clifton "Encyklopedia herezji i heretyków"


Mitra z bykiem - poświęconym mu zwierzęciem.

Kult boga Sol


Kolejnym bogiem, który powiązany jest z naszym dzisiejszym tematem jest Sol (odpowiednik greckiego Heliosa), którego kult do Rzymu został sprowadzony w ok. VIII w. p.n.e. przez Tytusa Tatiusa. Stanowił uosobienie Słońca. W sztuce najczęściej przedstawiano go z promienistą aureolą wokół głowy lub promienistą koroną na głowie, na złotym rydwanie zaprzężonym w cztery konie. W późniejszym czasie ukazywał on niejako imperialną potęgę Rzymu.


Po lewej rzymski cesarz Aurelian z promienistą koroną, a po lewej przedstawienie boga Sola.

Sol Invictus


Imperium Rzymskie nieustannie poszerzało swoje granice, w skutek czego stało się państwem wielowyznaniowym, a co za tym idzie - trudniejszym do kontrolowania. Cesarz Aurelian, chcąc nieco ujednolicić system wierzeniowy obywateli, zreformował kult boga Sol, łącząc go z Mitrą i innymi podobnymi im bóstwami. Kult tego synkretycznego bóstwa - Sol Invictus (łac. Słońce Niezwyciężone) stał się oficjalnym, stojącym obok dotychczasowych w 274 r. n.e. Kult łączył w sobie elementy mitraizmu oraz sposobów oddawania czci bogom tj. Sol, El Gabal (syryjski bóg Słońca), Baal (semicki bóg życia, burzy, świata), Astarte (fenicka i kananejska bogini miłości, płodności i wojny). Ogólnie bóg ten - Słońce występował jako uosobienie wszystkich innych bóstw. 

Obchodzenie święta Sol Invictus - Dies Natalis Solis Invicti (Narodziny Niepokonanego Słońca), przypadającego 25. grudnia, pierwszy raz jest źródłowo poświadczone w 354, choć prawdopodobnie odbywało się owego dnia od początku istnienia tej religii. 7 marca 321 roku n.e. cesarz Konstantyn I Wielki wprowadził niedzielę jako oficjalnie święto Sol Invictus – dies Solis.


Sol Invictus (po lewej) przedstawiony na płaskorzeźbie rzymskiej z II w. n.e. Kobietą na środku jest Luna, a starzec po prawej to prawdopodobnie Jowisz.

Kolejny synkretyzm wyznaniowy


Cesarz Konstantyn Wielki, z przyczyn podobnych do aurelianowych, postanowił stworzyć religię uniwersalną, państwową, która łączyłaby w sobie różne kulty funkcjonujące na terenie Imperium Romanum. Podjął on wówczas próbę połączenia popularnego Sol Invictus z chrześcijaństwem, które zyskiwało coraz większe grono wyznawców, a w 313 roku za pomocą edyktu mediolańskiego nadał chrześcijanom te same prawa religijne, jakie posiadali czciciele innych bogów. Oznaczało to zakończenie prześladowań wyznawców Chrystusa w Imperium Romanum.

Jednym z działań mających na celu usprawnienie połączenia tych religii było ustanowienie święta Bożego Narodzenia w datę narodzin Mitry i Sol Invictus. Pierwszą zachowaną wzmianką wskazującą istnienie publicznych celebracji liturgicznych święta narodzin Chrystusa jest notatka w dziele "Chronograf" z 354 roku (zredagowana już w 336 r.). Istnieje również teoria, że święto to było chrześcijańską reakcją na podniesienie do rangi święta państwowego Natalis Solis Invicti przez cesarza Aureliana. Wówczas początki obchodu Bożego Narodzenia byłyby wcześniejsze, sięgałyby roku 300 lub nawet 275, jednak nie ma na to wystarczających dowodów.

Triumf chrześcijaństwa


W roku 391, gdy cesarz Teodozjusz I uznał chrześcijaństwo za wyłączną religię państwową, praktykowanie innych kultów zagrożone zostało karą śmierci. W rezultacie w krótkim czasie mitraizm, kult Sol Invictus oraz inne praktykowane w Rzymie religie zaniknęły - chrześcijaństwo oraz strach przed konsekwencjami całkowicie wyparły starych bogów. Na podstawie wykopalisk wiemy, że mitrea zostały porzucone, a odnalezione zabytki sztuki mitraistycznej raczej nie noszą śladów umyślnego zniszczenia. Tam, gdzie nad mitreami nadbudowano kościoły chrześcijańskie (m. in. rzymska bazylika San Clemente, kościół Santa Prisca), zniszczenia mitreów powstały za sprawą prac budowlanych.

Nie minęło wiele lat, a chrześcijaństwo zaczęło zdobywać coraz większe grono zwolenników, a podbój - bardziej lub mniej krwawy - tej nowej religii sięgał coraz odleglejszych krain. Rozprzestrzeniając się na nowe tereny, chrześcijanie zbierali i wdrażali do swojego kultu nowe tradycje, czego efektem jest obraz tego wyznania, który widzimy dzisiaj.

Na sam koniec należy również wspomnieć, że niektóre kościoły protestanckie negują obchodzenie świąt Bożego Narodzenia. Są to m. in. Świadkowie Jehowy, Kościół Boży Dnia Siódmego, Kościół Adwentowy Dnia Siódmego, Chrześcijańska Wspólnota Zielonoświątkowa...

Mam nadzieję, że dzięki temu postowi poszerzyliście swoją wiedzę oraz że udało mi się zainteresować Was tym tematem. Pragnę dodać, że notka ta nie powstała w celu negowania obchodzenia święta Bożego Narodzenia - post jest całkowicie obiektywnym przedstawieniem informacji.
Pozdrawiam serdecznie i życzę dobrego dnia,

Jula de Baden-Durlach

PS: Dzisiaj ma miejsce Wielka Koniunkcja Saturna z Jowiszem. Po więcej informacji odsyłam do tego postu >klik<.

Źródła: Modlitwa.pl, Wikipedia, WP, ImperiumRomanum.pl, Onet

Czytaj dalej »